STOWARZYSZENIE SPADKOBIERCÓW
POLSKICH KOMBATANTÓW
II WOJNY ŚWIATOWEJ

ROMANTYCY KONTRA REALIŚCI. POLSKA KRWAWIĄCA 1944 – 1948″, JACEK OWCZARSKI

Listopad 11th 2013 w dziale PUBLIKACJE

Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej prezentuje niezwykłą lecz niedostępną już na rynku pozycję książkową pt.: “ROMANTYCY KONTRA REALIŚCI. POLSKA KRWAWIĄCA 1944 – 1948”, Autorem jest równie niezwykły człowiek: JACEK OWCZARSKI. Książkę publikujemy w całości, a wynika to z odwagi Autora w podjęciu problemu, jaki – poza nielicznymi i nienagłaśnianymi przypadkami ze strony przedstawicieli tej części pokolenia Polaków, które poparło przemiany proklamowane Manifestem Lipcowym 1944 roku i wdrażane kompleksowo po zakończeniu II wojny światowej przez system Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – aktualnie jest bądź pomijany milczeniem, bądź – przez przedstawicieli pokolenia Polaków “wyklętych”, a jeszcze częściej przez niektórych polityków – przedstawiany jako przykład “jedynie słusznego” przejawu polskiego patriotyzmu i koniecznej po zakończeniu wojny walki zbrojnej w podjętej wojnie domowej oraz oczekiwania na wybuch następnej III wojny światowej.

Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej adresuje tę niezwykłą pracę szczególnie do młodych polskich pokoleń, gdyż pokolenia Polaków XXI wieku i następnych stuleci muszą być mądrzejsze o wnioski wypływające z historii Naszych Przodków – Naszych Matek i Ojców, którym przyszło żyć, walczyć i cierpieć w okrutnych czasach wojen – światowej i domowej. Jedyną drogą zachowania naszej Ojczyzny w rodzinie narodów Europy i świata jest zbiorowa mądrość całości Narodu Polskiego, a tę zdobyć można na drodze powszechnego i głębokiego poznania własnej historii, analizy i wyciągania realistycznych wniosków, nie w obszarze oderwanym od reszty świata lecz właśnie w powiązaniu z globalnym otoczeniem.
Prezentowaną pracę poprzedza, opracowany już po jej wydrukowaniu, szkic pt.: “Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia…czyli Powstanie Warszawskie 1944 bez patosu”, jaki uzupełnia fakty coraz bardziej ujawnianych tajemnic. Uwagę Czytelników zwracamy szczególnie na okres od 11 września do 2 października 1944 roku.
——————————————————-

 

 

Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia…

czyli

Powstanie Warszawskie 1944 bez patosu

 

Teheran 1943

Los Polski w czasie II wojny światowej, a w nim Powstania Warszawskiego’44, ukierunkowany został w wyniku ustaleń konferencji Wielkiej Trójki w Teheranie, odbytej 28 listopada i 1 grudnia 1943 roku. Twórcami jej byli Premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill, Prezydent USA Franklin Roosevelt i Premier ZSRR Józef Stalin. Podzielono wówczas strefy wpływów militarnych w Europie oraz utworzenie zachodniego frontu we Francji za około pól roku. Dla Polski, Czechosłowacji,  Węgier, Rumunii, Jugosławii i Bułgarii wynikało z wyżej wymienionej konferencji, że kraje te objęte będą działaniami Armii Czerwonej.  Na konferencji ustalono wstępnie (co później stało się faktem), że poprzez dostęp do morza bałtyckiego zachodnia granica Polski  zostanie oparta o bieg rzeki Odry.  Wschodnia zaś ustalona będzie w oparciu o linię Lorda Curzona, postulowaną na Konferencji Wersalskiej w 1918 roku. Decyzje te świadczyły jednoznacznie, że Polska wyzwolona zostanie spod okupacji niemieckiej przez ZSRR, a nie przez siły z udziałem wojsk anglosaskich, na co liczył Rząd II RP na uchodźstwie. Stalin obiecał Churchillowi, że zgodzi się na przywrócenie stosunków z rządem polskim w Londynie (po zerwaniu ich w związku z Katyniem) pod warunkiem, uznania przezeń linii Curzona i usunięciu zdecydowanie antyradzieckich polityków. W Teheranie rozpoczął się demontaż konstrukcji Polski według wzoru z 1939 roku oraz zwiastun utraty niepodległości z okresu międzywojennego. Twardej lekcji realizmu polityczno-narodowego udzielił Polakom już w 1942 roku minister spraw wewnętrznych w Rządzie Brytyjskim (Churchilla) Herbert Morison. W rozmowie z Adamem Ciołkoszem, członkiem Polskiej Rady Narodowej w Londynie, powiedział: ziemie na linii na wschód od Curzona są z natury sprzeczne, gdyż zamieszkuje je ludność kilku krajów: Polaków, Ukraińców, Białorusinów i Litwinów. Roszczenia do takich terenów my określamy jako imperializm. Na to by być imperialistą, trzeba rozporządzać siłą i umieć rządzić. Siły nie macie, a umiejętnością rządzenia też się nie wykazaliście (…). Nie rozporządzając własną siłą chcecie, realizować Wasze imperialistyczne cele, nasz siłą.

Jeszcze przed konferencją w Teheranie Prezydent Roosevelt oświadczył Stalinowi, że popiera jego projekt przesunięcia granicy polsko-radzieckiej na linię Curzona. Sprawa rekompensaty terytorialnej dla Polski na zachodzie była dla niego obojętna. Tak więc tylko Stalin i Churchill w sposób zdecydowany wystąpili z propozycją „zrównoważenia terytorialnego” dla naszego kraju.

Koło historii II wojny światowej od układu w Monachium w 1938 roku, za sprawą Zachodu, potoczyło się na wschód, by zniszczyć ZSRR. Ale koło to od Teheranu ’43 za sprawą ZSRR zaczęło się toczyć odwrotnie – przez Polskę, aż do Berlina. Przywódcy USA i Wielkiej Brytanii w imię podstawowego zadania koalicji, jakim było rozgromienie hitlerowskich Niemiec, ustalili dalszą pomoc dla ZSRR w sprzęcie wojskowym, surowcach strategicznych i żywności. Zachodni sztabowcy zdawali sobie sprawę, że ich żywe zasoby w Europie będą mogli uzyskać w kilkuset tysiącach żołnierzy. Natomiast ZSRR stać było na poświęcenie kilku milionów żołnierzy. Wszelkie więc postulaty polskie, by tylko Armia Czerwona doszła jedynie do granic II RP, a dalszy marsz przez Polskę miałby odbywać się wespół z wojskami angloamerykańskimi, były jedynie mrzonką. Warto przypomnieć, że w drugiej połowie 1943 roku na froncie wschodnim, sięgającym od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego ilość wojsk niemieckich sięgała około 3 milionów żołnierzy, a Armia Czerwona dysponowała około 6 milionami. Podsumowując, na konferencji w Teheranie utrata wschodnich granic polski na rzecz etnicznych Litwinów, Białorusinów i Ukraińców stanowiła dla ZSRR, Wielkiej Brytanii i USA niepodważalną konieczność polityczno-historyczną. Czy przywódcy wyżej wymienionych Państw zachodnich, kiedykolwiek w dalszym przebiegu wojny i po jej zakończeniu zgłaszali postulaty rewizji granicy polsko-radzieckiej, ukierunkowanej na konferencji w Teheranie’43? –  Po dziś dzień, nigdy!

 

 

Preludium

Armia Czerwona, bijąc wojska niemieckie, 4 stycznia 1944 roku wkroczyła na tereny II RP.  I właśnie od stycznia 1944 roku (po konferencji Wielkiej Trójki w Teheranie) Premier Churchill przekonywał Premiera Stanisława Mikołajczyka i członków jego Rządu, by wyrazili zgodę na zmianę dotychczasowych wschodnich granic Polski wg Linii Curzona. Przedstawił racje ZSRR, nadrzędność celów koalicji w rozgromieniu Niemiec, rekompensaty terytorialne dla Polski po wschodnich terenach Niemiec. Poruszył też zagadnienia wiążące się z przyszłymi aspiracjami, liczących się grup etnicznych (około 1 milion Białorusinów i około 4,5 miliona Ukraińców), zamieszkujących wschodnie tereny RP. W końcowej fazie rozmów oświadczył, że na pewno Wielka Brytania i Stany Zjednoczone nie będą się biły z ZSRR o dotychczasowe wschodnie tereny Polski. Odpowiedź władz na uchodźstwie i z okupowanego kraju na argumenty Churchilla była bezkompromisowa i jednoznaczna: Wilna i Lwowa nigdy nie oddamy! Nota bene oddaliśmy w lipcu 1944 r.

Premier Churchill 22 lutego 1944 roku wygłosił w Izbie Gmin głośne w świecie expose na temat polityki zagranicznej jego Rządu. Premier miedzy innymi w sposób jednoznaczny poparł stanowisko ZSRR w sprawie linii Curzona, jako przyszłej wschodniej granicy Polski. Uznał zarazem prawa Polski, jako rekompensatę, do objęcia w stan posiadania niemieckich terenów wschodnich.

Nie podlega wątpliwości, że wyżej wymienione stanowisko pomiędzy Wielką Brytanią, a ZSRR w sprawie przewidywanej wschodniej granicy Polski było zdecydowanie negatywnie ocenione przez emigrację i kraj. W świetle powyższego dowódca Armii Krajowej generał Bór-Komorowski i Naczelny Wódz w Londynie generał Kazimierz Sosnkowski wydali rozkazy do utworzenia Akcji „Burza”. Jej głównym celem było utrzymanie wojsk AK na Wileńszczyźnie, Wołyniu i we Lwowskim w granicach II RP z 1939 roku. W ramach Akcji „Burza” żołnierze AK atakowali wycofujących się Niemców, ale ustanowienie administracji przez władzę polską za linią Curzona było nie do pogodzenia (różnymi metodami) przez władze sowieckie.

Wszelkie nawoływania od 1944 roku ze strony rządu brytyjskiego i amerykańskiego, nakłaniające Rząd  na uchodźstwie i KG AK do pogodzenia się z nową wschodnią granicą i kompromisem politycznym z ZSRR, pozostawały bez echa.

Generał Władysław Sikorski (zginął tragicznie w lipcu 1943 r.) Premier i Naczelny Wódz WP już w marcu 1942 r. ostrzegał emigrację i kraj, że jeżeli Armia Czerwona przejdzie do ofensywy, to nie będziemy mieli jakichkolwiek szans przeciwstawiania się wkraczającym do Polski wojskom sowieckim. Wówczas, ostrzegał Premier, odbudowa państwa i wojska będzie możliwa tylko przy rosyjskiej pomocy i dobrej, zapewne, woli i nacisków ze strony zachodnich aliantów. I dalej, Sikorski stwierdzał,  że wszelkie odruchy antyrosyjskie będą niezrozumiałe na Zachodzie, a Rosja posłuży się wówczas pretekstem do okupacji kraju. W czerwcu 1942 r. Komendant AK gen. Grot-Rowecki w meldunku do gen. Sikorskiego przedstawił swoją ocenę rozwoju sytuacji w kraju. Uważał w niej, że nadejście wojsk Armii Czerwonej i zwycięstwo ZSRR nad III Rzeszą oznaczałoby dla Polski zamienienie okupacji niemieckiej na okupację sowiecką. I dalej, że Rosja była i będzie naszym wrogiem, z którym może dojść do konfrontacji zbrojnej. Generał uważał, że dalsze deklaracje ze strony ZSRR , W. Brytanii i USA powinny potwierdzić istnienie Polski niepodległej w granicach z roku 1939. Dwa różne punkty widzenia na przyszłość Polski. Pierwszy – realistyczny ze strony gen. Sikorskiego, drugi – noszący znamiona woli walki polityczno-militarnej, nie liczący się z realnym stosunkiem sił i środków własnych w porównaniu z siłami wroga. I właśnie ten punkt widzenia ze strony gen. Grota (aresztowanego w czerwcu 1943 r.) o charakterze konfrontacyjnym z ZSRR stał się fundamentem i busolą linii ideowo-politycznej zdecydowanej większości Rządu na Uchodźstwie i w KG Armii Krajowej.

12 października 1943 r. na terenie ZSRR w rejonie wsi Lenino przeszła chrzest bojowy w walce z Niemcami I Armia Polska utworzona z inicjatywy Związku Patriotów Polskich. W Warszawie 1 stycznia 1944 r. powstała w warunkach konspiracji Krajowa Rada Narodowa (PPR). Stanowiła zaczątek władzy w powojennej Polsce, będąc przeciwwagą polityczną dla linii działania Rządu RP na uchodźstwie w Londynie. W maju 1944 r. za zgodą Dowódcy AK i władz na uchodźstwie zaczął działać ściśle tajny ośrodek konspiracyjny o nazwie „NIE”. Miał on za zadanie przygotowanie podziemia do działalności antyradzieckiej i niepodległościowej po wyzwoleniu ziem polskich. Zakładano nade wszystko jego konfrontację z polską lewicą.

Z początkiem 1944 r. dla Rządu na uchodźstwie i dla KG AK rozpoczął się bój o Polskę w realiach z 1939 r. Odmawiając ustaleniom z Teheranu, ten bój o znamionach powstańczych polskich tradycji, z góry rodził osamotnienie i brak istotnego wsparcia militarnego. Odżyły więc i zdominowały z pełną mocą od przełomu 1943 r. romantyczne tradycje, wyrażające się wolą walki przeciw zaborcom, z których za największego wroga uważana była Rosja. Zapewne te dawne wydarzenia i doświadczenia historyczne w istotny sposób kształtowały myśli polityczne na uchodźstwie, u Delegata Rządu na Kraj oraz w KG AK. Myśli i kierunki działania oparte na pozytywistycznych wartościach, kształtujących pragmatyzm i kompromis, przegrywały z romantycznymi ideami.

 

Nadciąga Rosja Sowiecka i PKWN

Kontynuując operację „Bagration” na odcinku północno-wschodnim Armia Czerwona zaczęła zbliżać się do rejonu Warszawy. W lipcu 1944 r. po fiasku Akcji „Burza” na Kresach  (utrata Wilna i Lwowa) Dowódca AK gen. Bór-Komorowski 21 lipca 1944 r. zrezygnował z planowanego powszechnego powstania na terenie kraju. Generał wraz z Komendą Główną AK wybrał stolicę Polski jako główne pole bitwy w konfrontacji z okupantem niemieckim. Premier Churchill, gdy w rozmowie z politykami polskimi w Londynie dowiedział się o przewidywanym powstaniu w Warszawie, nie krył swej krytycznej oceny. Zwracał uwagę na fakt, że brak jest ze strony Polaków uzgodnień na szczeblu operacyjnym ze sztabem sowieckim. Należy przypomnieć, że współdziałanie operacyjne AK z Armią Czerwoną miało miejsce w lipcu 1944 r. w czasie zdobywania Wilna i Lwowa.

Historyk prof. Jan Karski wspominał m.in.: … gdy zaczęły się przygotowania do Powstania Warszawskiego, i Churchill i Eden, i Cordell Hull (Sekretarz Stanu USA)radzili Polakom – nie zaczynajcie jakichkolwiek działań wojennych bez porozumienia z Moskwą. Polacy uważali, że są mądrzejsi, że lepiej znają Rosję. Nie słuchali ostrzeżeń. […} Dowódcy powstańczej Warszawy nie podjęli  jednak żadnych kroków (np. via Londyn-Moskwa), by nawiązać bezpośredni kontakt z dowództwem wojsk sowieckich, tego „ni sojusznika, ni wroga”. Brak rzetelnego odzewu ze strony Moskwy w tej materii, stawiałby ją co najmniej w dwuznacznej sytuacji. W końcu lipca 1944 r. Radio Moskwa i Radio Związku Patriotów Polskich nawoływały, by ludność Warszawy chwyciła za broń, bo już nadchodzi wolność ze Wschodu, by we wspólnej walce pokonać faszyzm, by nie gaszono ducha walki. Niestety dalej także we wrześniu serwowano takie podobne propagandowe pożywki. Ze strony KG AK byłoby skrajnie nierozważne uznawanie powyższych informacji, jako wyraz chęci kontaktu operacyjnego ze strony Sowietów. Natomiast należy uznać, że na serio Delegat Rządu na Kraj, KG AK i Rząd na uchodźstwie bardzo szybko zapoznali się z informacją pierwszej rangi. Mówiła ona o ogłoszonym 22 lipca 1944 r. przez Radio Moskwa tekście Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Głosił on, że jedyną legalną władzę w Polsce stanowi PKWN, określając w nim Rząd w Londynie mianem „samozwańczego”. Rządy Wielkiej Brytanii i USA nie zajęły żadnego stanowiska w powyższej sprawie.

Po podjęciu przez KG AK decyzji o wybuchu Powstania w Warszawie główny inicjator pilnego dążenia do rozpoczęcia walk, Szef Sztabu gen. Okulicki (Niedźwiadek), oświadczył zebranym: W Warszawie mury będą się walić i krew poleje się strumieniami, aż opinia świata wymusi zmiany decyzji z Teheranu. Rząd na uchodźstwie w dniu 26 lipca wyraził zgodę na wybuch powstania w Warszawie, ale zastrzegł, że dzień rozpoczęcia walk wyznaczyć ma KG AK w dogodnym według niej momencie.

 

Fakty i mity

Zastępca Szefa Sztabu KG AK płk Janusz Bokszczanin na pytanie w dniu 30 lipca gen. Bora-Komorowskiego, czy już zaczynać, czy jeszcze czekać, ten realista odpowiedział: póki Rosjanie nie położą ognia artyleryjskiego na miasto, na lewym brzegu Wisły nie wolno nam się ruszyć. Gen. Okulicki na zapytanie gen. Bora, a co będzie, jeżeli po wybuchu powstania Rosjanie nie włączą się do walki z Niemcami, otrzymał odpowiedź: Dobrze, jeśli Rosjanie nie przyjdą, wówczas damy światu dowód ich perfidii. Pokażemy ich wszystkich takimi, jakimi w rzeczywistości są czerwonymi faszystami […]. I nastał w Warszawie ten pełen oczekiwania i nadziei dzień 1 sierpnia 1944 r. godz. 1700. Dzień rozpoczęcia decydującej walki o niepodległą Polskę. Dzień wcześniej 31 lipca 1944 r., przeważająca część uczestników w naradzie KG AK, przekonała gen. Bora-Komorowskiego i Delegata na Kraj Jankowskiego, że już nastąpił odpowiedni moment do wydania rozkazu rozpoczynającego powstanie. Z jakże fatalnymi skutkami wybrany został ten moment wydania tego rozkazu. A to za sprawą gen. Chruściela (Montera), który 31 lipca, jeżdżąc na rowerze po obrzeżach Pragi, dowiedział się od jakiegoś mężczyzny, że „ruskie” zbliżają się już do Warszawy (w rzeczywistości był to jakiś wysunięty zwiadowczy patrol pancerny).  I właśnie ten kontakt „operacyjny” przedstawiony na popołudniowej naradzie w KG AK przesądził, że czas już zaczynać. KG AK, z katastrofalnymi dla powstania skutkami, przyjęła powyższą „informację”, jako zwiastun dokonywania właśnie ataku Armii Czerwonej na Warszawę. Katastrofalnymi, bo stratedzy AK zakładali, że wzniecając powstanie 1 sierpnia uprzedzą tym faktem o 12 godzin wkroczenie sowietów do miasta. W rzeczywistości 31 lipca 1944 r. wojska 2 Armii Pancernej Frontu Białoruskiego rozpoczęły walki z Niemcami za prawym brzegiem Wisły w rejonie Okunina, Radzymina i Wołomina w odległości 14-18 km od stolicy. Za karygodny brak wyobraźni należy uznać  wyliczanie przez KG AK momentu zajmowania przez Armię Czerwoną lewobrzeżnej Warszawy. Godzina rozpoczęcia powstania to 1700, 12 godzin później to 500 . Czyżby zakładano, że sowieci będą walczyć z Niemcami (kontynuując Operację Bagration) z marszu z 1 na 2 sierpnia, by po przeprawie przez Wisłę zameldować się nad ranem w Warszawie? Nie mając rozeznania AK-owskich i Niemieckich stanowisk ogniowych? Bazowe założenie, że godziny, a nie dni dzielą lewobrzeżną Warszawę od wejścia Armii Czerwonej było w pełni błędne. Czyżby zapomniano (!?), że Wisła na odcinku warszawskim stanowiła naturalną linię obrony, porównywalną skutecznością z umocnionymi ziemnymi?  Zapomnieli o tym zagadnieniu z fatalnymi skutkami.

Od 31 lipca 1944 r. do 5 sierpnia niemiecka IX Armia wraz z dywizją pancerną SS, w walkach pod Okuniewem, Wołominem i Radzyminem zadała decydujące ciosy sowieckim wojskom pancernym. Pierwsza porażka sowietów w tej bitwie, nastąpiła już 2 sierpnia odbiciem przez Niemców Radzymina. W bitwach na przedpolach Pragi 2 Armia Pancerna utraciła 425 czołgów i dział pancernych (50% stanu!). Jest żenującym kłamstwem twierdzenie, że Stalin w sposób perfidny wstrzymał ofensywę swoich wojsk, by nie iść na pomoc walczącej Warszawie. I tę nieprawdę powielają od lat historycy, publicyści i autorzy programów radiowych i TV. Zapewne, gdyby nie ta klęską zadana sowietom przez Niemców, Armia Czerwona wyzwoliłaby Pragę z prawym brzegiem Wisły. Ale uważam, że ze względu na dalszy sprzeciw, dotyczący ustaleń teherańskich, nie przystąpiłaby  wówczas do forsowania lewobrzeżnej Warszawy. Powstańcy z Obwodu-Praga pod dowództwem ppłk Bobera przystąpili od 1 sierpnia do walki z Niemcami. Jednak po kilku nieudanych akcjach ponieśli duże straty i skapitulowali.

 

Spotkanie ostatniej szansy

Dalszy tok wydarzeń wojskowych na froncie warszawskim, po wspomnianej klęsce Sowietów, związany był z rozmowami premiera RP Stanisława Mikołajczyka w Moskwie. Premier przybył tam 31 lipca 1944 r., pomimo nie wznowienia oficjalnych stosunków pomiędzy rządem Polskim na uchodźstwie a rządem ZSRR. Wszystkie znaki wskazywały, że wizyta ta będzie miała podstawowe znaczenie i ostatnią szansę na uregulowanie i perspektywy w relacjach polsko-rosyjskich. Polska niewątpliwie zajmowała istotne miejsce w strategicznych planach Kremla w Europie. Przywódcy radzieccy zdawali sobie sprawę, że komunizm i jego ideologia były obce przeważającej części Polaków. Można więc było sadzić, że Stalin, uznając wyjątkową sytuacje Polski ( Słowacja, Węgry, Rumunia, państwa bałtyckie były po stronie Hitlera), zrezygnuje z represji na dużą skalę w stosunku do Polaków, według tradycji sowieckich. Możliwości i cele działania rządu na uchodźstwie prowadziły do utworzenia w Polsce suwerennego rządu, prowadzącego niezależną politykę. Po konferencji teherańskiej i utworzeniu PKWN te zamierzenia stawały się coraz mniej realne. Powstająca nowa europejska geopolityka w wyniku wojny światowej i dominująca rola ZSRR, nie trafiały do świadomości premiera i większości elit polityczno-wojskowych. Po wstępnych rozmowach z ministrem Mołotowem w dniu 31 lipca Mikołajczyk dopiero 3 sierpnia odbył pierwsze spotkanie ze Stalinem. Premier rozpoczął rozmowy, przedstawiając kwestie dotyczące administrowania terenami Polski wyzwalanymi przez Armię Czerwoną i przebieg granicy polsko-sowieckiej. Stalin natomiast skierował rozmowy na temat  konieczności kontaktów pomiędzy rządem RP w Londynie a PKWN, a wybuch Powstania Warszawskiego ocenił jako akt nierozwagi. Przed wyjazdem premiera do Moskwy na posiedzeniu polskiego rządu zapadła decyzja, by unikać jakiejkolwiek bezpośrednich kontaktów z PKWN. Na samym początku rozmów Mikołajczyk wyraził przekonanie, że powstanie w Warszawie lada dzień zakończy się zwycięstwem, Niemcy zostaną wypędzeni z Warszawy, a on sam znajdzie się w stolicy, jako prawowity szef polskiego rządu. Te hurra optymistyczne  zapowiedzi premiera okazały się poważnym błędem politycznym. Miały one ze strony Stalina istotny wpływ na traktowanie Powstania’44 i działania polskiego podziemia. Wyjątkowo trudnym i rozbieżnym punktem dyskusji  był temat wschodnich granic RP. Stalin i Mołotow, powołując się na konferencje pokojową w Wersalu, konsekwentnie utrzymywali, że linia Curzona była wynikiem badań historyków, stanowiła kompromis i dalej będą ją popierać.

Z Powstania: Dnia 5 sierpnia’44 rozpoczął się najbardziej krwawy atak Niemców i ich wschodnich satelitów na Wolę i Ochotę. Przez dwa dni najeźdźcy skupili się na masakrowaniu cywilnych mieszkańców.  Nikogo nie oszczędzano, ofiarami siepaczy padali mężczyźni, kobiety, dzieci, siostry zakonne, lekarze i pielęgniarki.  Liczba ofiar tej rzezi wahała się w granicach 30-40 tysięcy osób.

6 i 7 sierpnia na życzenie władz sowieckich w budynku Ambasady Polskiej w Moskwie odbyły się spotkania premiera Mikołajczyka z delegacją PKWN. Rozmawiano o Powstaniu Warszawskim, powojennej konstytucji i ewentualnym składzie rządu koalicyjnego oraz o nowych granicach Polski. Przewodniczący Krajowej Rady Narodowej Bolesław Bierut przedstawił propozycję składu rządu, mówiącą o daniu rządowi na uchodźstwie czterech tek ministerialnych. Zaproponował Mikołajczykowi powierzenie stanowiska premiera nowego koalicyjnego rządu. Drugie spotkanie Stalina z Mikołajczykiem 9 sierpnia przebiegało w bardziej przyjaznej atmosferze i w duchu kompromisu. Sowiecki przywódca zaoferował pomoc dla powstańców, przedstawiając premierowi szczegóły tej pomocy. Temat zbrodni katyńskiej nie został w ogóle poruszony. Być może strona sowiecka mogła to odebrać, jako znak gotowości do kompromisu. W czasie przeprowadzonych rozmów na Kremlu, premier Mikołajczyk nie podpisał żadnych umów i deklaracji, ponieważ nie miał odpowiednich pełnomocnictw od rządu i prezydenta RP. Teraz dalszy przebieg jego misji w Moskwie i przedstawionych tam racji i postulatów miał mieć już miejsce w Londynie. Zapewne rząd na uchodźstwie, wieloletnia nieufność i wrogość do Sowietów, oraz do PKWN, podkopała kompromisowe akcenty wizyty Mikołajczyka. A on, jako jeden z nielicznych, głośno mówił o potrzebie dogadania się z ZSRR, za co, przez wielu, oskarżany był o zdradę stanu. Niestety, tylko pomoc powstańcom ze strony Sowietów była akceptowana przez rząd. Reszta spraw pozostała po staremu, co znaczyło utrzymanie stanu politycznej zimnej wojny z ZSRR.

Z Powstania: Od 8 sierpnia Niemcy z porozumieniu z PCK i Radą Główną Opiekuńczą utworzyli w Pruszkowie obóz przejściowy DULAG-121. Na teren zakładów PKP kierowana była tam przez Niemców ludność cywilna chętna do opuszczenia stolicy.

Stalin, mimo posiadania ogólnego planu dotyczącego spraw Polski, oczekiwał, że po wizycie Mikołajczyka 9 sierpnia otrzyma dość szybko ze strony rządu, nawiązujące do wizyty premiera, jakieś punkty odniesienia. A przecież wiadomo było, że do tych rozmów ze Stalinem doszło z inicjatywy premiera Churchilla, namawiającego uprzednio Mikołajczyka, by „Polacy dogadali się między sobą i Rosją”. W Moskwie wiedziano bardzo wiele, co się dzieje w polskim Londynie. Stało się to możliwe dzięki działalności słynnej „Piątki z Cambridge” pod wodzą Kima Philby. Najcenniejszym agentem dostarczającym materiały, dotyczące spraw Polski był Anthony Blunt, który w Secret Service odpowiadał za kontakty z rządami emigracyjnymi. Wśród przekazywanych do Moskwy szpiegowskich depesz, były setki poufnych informacji wywiadu brytyjskiego o posiedzeniach rządu polskiego. Dalej, o operacji „Burza”, tajnych brytyjskich analizach, dotyczących stosunków polsko-sowieckich, o Powstaniu Warszawskim, wewnętrznych relacjach w polskim obozie emigracyjnym, oraz o kontaktach na linii emigracja – kraj. Stalin miał więc, dzięki swojemu wywiadowi (również z Polski i USA), przeogromny aparat nasłuchu polityczno-militarnego, dotyczącego zagadnień Polski. Tak więc w siedem dni po powrocie Mikołajczyka z Moskwy, szef rządu radzieckiego, nie mając już złudzeń na kompromisowe rozwiązania, a może i usatysfakcjonowany sytuacją, podjął znamienną decyzję. 16 sierpnia przesłał wiadomość do premierów Churchilla i Mikołajczyka, informując, że władze sowieckie odcinają się od „warszawskiej awantury”.

Niemieccy parlamentariusze 18 sierpnia 1944 r. doręczyli do stanowisk polskich, posadowionych przy ulicy Królewskiej, pismo Generała Policji SS von dem Bacha-Zelewskiego, Wzywał w nim dowództwo Armii Krajowej do złożenia broni (czyżby wiedział o decyzji Stalina z 16 sierpnia). Propozycja ta pozostała bez jakiejkolwiek odpowiedzi. Bóg, honor, Ojczyzna i dalsza ślepa wiara w zwycięstwo (przy odmowie pomocy ze strony Sowietów?) nie pozwalała odejść od hasła dowództwa „Powstanie musi się udać”.

 

Życie ? – Nie warte !

Niemcy ze swoimi satelickimi wojskami coraz bardziej zaciskają pierścień wokół broniących się. Zapowiadane kilkudniowe szybkie zwycięstwo zaczyna wymykać się z rąk. Dla osób trzeźwo myślących stawało się jasne, że Warszawa może stać się grobem nie tylko dla miasta i jego obrońców, lecz także dla celów i idei niepodległościowych. U większości mieszkańców narastało coraz większe wyczerpanie psychiczne i fizyczne, skazanych na piwniczne życie wśród rannych i umierających. U dowódców powstania, romantyków święcie liczących, że odwróci się karta dziejów (Powstanie musi się udać), sprawiło zepchnięcie na dalszy plan myślenia o biologicznym oszczędzeniu narodu. Można odnieść wrażenie, że życie najmłodszych obywateli i ich przetrwanie dla KG AK nie stanowiło przesłanki w kategoriach myślenia o biologicznych skutkach zrywu powstańczego. Tak brzmiały słowa refrenu powstańczej pieśni: Warszawskie dzieci pójdziemy w bój, za każdy kamień Twój, Stolico damy krew… Wewnętrzny meldunek Placówki Informacyjno-Radiowej BiP KG AK ze stacji Rafał-Borodzicz brzmiał: „30 sierpnia 1944 r. nastroje ludności cywilnej m.st. Warszawy pogarszają się z każdym dniem, ludzi ogarnia apatia i przygnębienie. Zaczynają głośno sarkać na kierownictwo Powstania, na aliantów i sowiety. Przyczyną tego są zrozumiałe powody. Akcja Powstania trwa za długo, nikt z ludności cywilnej nie był na to przygotowany żywnościowo ani moralnie. Brak widocznej pomocy od aliantów –  spalone mienia, domy.” Dowódcom Powstania, liczącym ciągle na zwycięstwo i niegaszenie ducha walki przyszedł im w sukurs rozpropagowany wśród żołnierzy wiersz Jana Brzechwy, Ważne – Zwyciężyć !. Ostatnia zwrotka wiersza brzmi:

Bo serca nasze odważne,

Nie można ich uciemiężyć,

Głód? Nie ważne!

Życie? Nie ważne!

Ważne – Zwyciężyć!

W Warszawie Niemcy coraz bardziej odzyskują teren, Rosjanie za Wisłą, nie wiadomo kiedy ruszą na Warszawę, wojska angloamerykańskie na froncie we Francji w odległości około 1200 km, a we Włoszech w odległości około 1400 km od naszej stolicy. Dla osamotnionej Warszawy jedynie zrzuty z samolotów podtrzymują wolę walki oraz świadomość, że ktoś nam pomaga, że ktoś o nas myśli. Jeżeli rzeczywista pomoc ze strony zachodnich aliantów, prowadząca do zwycięstwa, mogła mieć miejsce tylko w jednym przypadku (bez gwarancji sukcesu). A mianowicie, gdyby nastąpiła kilkunastotysięczna inwazja żołnierzy  alianckich na Warszawę w osłonie lotnictwa. Czy nastąpiłoby to zgodnie z ustaleniami militarnymi zawartymi w Teheranie? Już sam zaczynam fantazjować, wpisując się w tok pobożnych życzeń ze strony strategów KG AK. Zrzuty uzbrojenia i sprzętu z Zachodu, rozpoczęte w pierwszym tygodniu Powstania, są okupione dużymi stratami i nie są wystarczające dla wymaganych powstańczych uzupełnień. Sowieci nie zgadzają się na używanie swoich lotnisk i ich obsługi przez samoloty powracające po zrzutach. Karol Popiel „Kornicz” odpowiadając z Londynu dn. 19 sierpnia 1944 r. na depeszę przywódcy Stronnictwa Pracy informuje, że jedyna szansa na pomoc jest w rękach Sowietów, zarówno przez bezpośrednie zrzuty jak i przez danie baz dla samolotów: Ale winniście wiedzieć, że nic bardziej nie przekreśla możliwości uzyskania tej pomocy, jak takie oświadczenia, w których nasze koła miarodajne stolicy oskarżają Sowiety o umyślne wycofanie się z walk o Warszawę (5 sierpnia). Ileż to razy nasi politycy w kraju i na emigracji w sposób ostentacyjny stosowali do Sowietów politykę „kija i marchewki”. Oni też, z tą tylko różnicą, że my bardzo liczyliśmy na ich różnorodną pomoc w Powstaniu. Im nasza pomoc nie była w niczym potrzebna. Liczenie na sukces Powstania dzięki dokonywanym zrzutom, mającym przeciwstawić się wojskom niemieckim wyposażonym w czołgi, artylerię i lotnictwo było lekkomyślną iluzją. Te zrzuty pozwalały tylko na wzmocnienie kurczących się obszarów, a nie na działania ofensywne AK. Jak można było zakładać, że dopomogą one w zniszczeniu czy też usunięciu Niemców z poszczególnych dzielnic miasta. A już żenującym przykładem wojskowej niewiedzy było żądanie Dowództwa AK od Anglików zrzucenia Brygady Spadochronowej gen. Sosabowskiego, stacjonującej w Anglii i zbombardowanie lotnisk w rejonie Warszawy. Nikt przy zdrowych zmysłach z alianckich dowódców nie zgodziłby się na tak odległą eskapadę przez tereny zajmowane przez Niemców. Masakra pilotów alianckich, polskich spadochroniarzy, samolotów i szybowców transportowych o przelocie z szybkością około 180 km/h zapewniona.

Niestety coraz więcej porażek niż zwycięstw, coraz więcej śmierci, czego przykładem jest dzień 2 września 1944 r. Wtedy to utrata Starówki uczyniła poważny wyłom w systemie obrony Powstania. Tego samego dnia Dowództwo AK wysyła depeszę do Komendanta Okręgu Nowogródek: Kategorycznie jeszcze raz zabraniam prowadzenia walk z Sowietami. Oddziały partyzanckie rozwiązać. Wy pozostajecie na miejscu w konspiracji. (na tyłach Armii Czerwonej za linią Curzona). Kiedy powstańcy opuszczali pod ostrzałem Stare Miasto musieli pozostawić większość ludności cywilnej. Tylko nielicznym udało się przejść kanałami w stronę Śródmieścia, bo pierwszeństwo przejścia miało wojsko. Tysiące pozostawionych bezbronnych cywili było masakrowanych przez wkraczających na ten teren Niemców. … powietrze (w kanałach) stawało się coraz cięższe, wysychały wargi, pod stopami chlupotała cuchnąca breja. Zaczynały piec oczy, pot zalewał ciało. Drażniła woń chloru i amoniaku, który zmieszany z ciśniętym przez Niemców w wodę karbidem, zaczął fermentować […]. Nakaz bezwzględnej ciszy, pod groźbą kary śmierci, łamały jęki rannych, płacz dzieci, nawoływania matek, a raczej ich rozpaczliwe wycie za zaginionymi dziećmi […]. Ludzie tłumnie brnęli w gęstej mazi, jeden przez drugiego, depcząc innych, ślizgając się i padając twarzą w cuchnące wydzieliny, niosące gaz błotny. Niektórzy już nigdy się nie podnieśli.

Taki los doświadczył tysiące ludzi Starego Miasta, Żoliborza, Powiśla, Mokotowa i Śródmieścia.

Dowódca AK w depeszy do Naczelnego Wodza w Londynie z dnia 2 września informuje gen. Kazimierza Sosnkowskiego, że pomimo utraty Starówki zdecydował się na obronę Warszawy do granic możliwości. O ironio, kres tej granicy możliwości, wynikającej z szaleństwa, przedstawił Polakom gen. SS von dem Bach-Zelewski dowódca Obszaru Warszawskiego. Niemiecki generał w dniu 8 września 1944 r. skierował odezwę „Do ludności cywilnej i polskich żołnierzy w Warszawie”, w której zgadza się, by dnia 9 i 10 września nastąpiło dwugodzinne zawieszenie walk. Zobowiązuję się wydać rozkaz wszystkim  oddziałom niemieckim, by w tych dniach w godzinach 6.00-8.00 zaprzestali ognia. Dalej w tej odezwie zawiadamia: Od Was członkowie AK, zależy, czy w tym czasie zechcecie przerwać ogień, by zaoszczędzić własną polską krew, a poza tym, jeżeli złożycie broń gwarantuję Wam życie, pracę i chleb. W tych dwóch dniach dobrowolnie opuszcza stolicę, kierując się do obozu w Pruszkowie ok. 9 tys. osób cywilnych. Po minięciu okresu zawieszenia walk, Niemcy wzmagają ogień artyleryjski i lotniczy na Śródmieście i część Powiśla.

 

Jeszcze 50 tysięcy osób do grobu

Wysłannicy KG AK podejmuję w godzinach porannych 9 września 1944 roku rozmowy z gen. Güntherem Rohrem w sprawie czasowych warunków zawieszenia ognia. Generał powiadamia, że Adolf Hitler zgodził się na wszczęcie rozmów kapitulacyjnych z AK, ale mają być one prowadzone w sposób ultymatywny. Rozpoczyna się swoista gra ze strony AK, przypominająca zabawę myszy z kotem. W depeszy z dnia 9 września do Londynu Dowódca AK pisze, że jeżeli jutro wyprawa lotnicza nie nadejdzie, to zmuszony będzie podjąć ostateczną decyzję. Tego samego dnia Delegat Rządu na Kraj informuje, że o godzinie 14:00 rozpoczną się rozmowy z Niemcami na temat natychmiastowego zawieszenia broni. Około godziny 14:00 pełnomocnicy Dowódcy AK prowadzą z gen. Rohrem rozmowy,  dotyczące wydania rannych z obu stron, dalszego zwiększenia ludności cywilnej, opuszczającej miasto itp. Natomiast generał proponuje pertraktacje kapitulacyjne, wyznaczając termin odpowiedzi na godzinę 18:00. Przedstawiciele strony polskiej przesuwają ten termin na następny dzień na  godzinę 7:00. 9 września o  godzinie 17:30 Dowódca AK przedstawia Krajowej Radzie Ministrów sytuację w mieście. Zebrani jednomyślnie, z uwagi na ciężką sytuację ludności pozbawioną żywności, wody, światła oraz z powodu braku amunicji i braku widoków skutecznej pomocy – zgadzają się na kapitulację. Następnego dnia, tj. 10 września o godzinie 7:00 Dowódca AK podpisuje pismo do generała Rohra, decydując się na podjęcie kroków kapitulacyjnych. W ostatniej jednak chwili gen. Bór wycofuje to pismo. A to z powodu otrzymania właśnie depeszy od premiera Mikołajczyka, nadanej 9 września wieczorem. Czytamy w niej: (…) dzisiaj nadeszła zgoda Rosji na kolaborację w sprawie niesienia pomocy Warszawie. Anglicy natychmiast przedłożyli swój projekt. Polega on na wielkiej dziennej ekspedycji amerykańskiej. O godzinie 11:00 generał Rohr odpowiada pozytywnie na dodatkowe żądania z dnia 10 września. Przedstawia w nich pisemną gwarancję, zapewniającą „pełne prawa kombatanckie wszystkim należącym do AK”. O  godzinie 13:00 Dowódca AK, przeciągając pertraktacje odpowiada Niemcom, że z powodu braku wiary żołnierzy AK w niemieckie gwarancje domaga się jeszcze kolejnego, pisemnego z ich strony potwierdzenia. Domaga się od Dowódcy Grupy Armii Środek generała Hansa Reinhardta własnoręcznego oświadczenia wraz z opublikowaniem tej gwarancji przez niemiecką stację radiową. O godzinie 18:45 generał Reinhardt podpisuje ultimatum „Nie mam nic do dodania o warunkach podanych przez gen. Rohra. Jeżeli kapitulacja nie nastąpi do 11 września, godzina 01:00, walka zostanie wznowiona w zaostrzonej formie”. Dnia 10 września o godzinie 23:15 Dowódca AK w depeszy do Sztabu Naczelnego Wodza informuje, że Niemcy wywierają nacisk, by jak najszybciej dać odpowiedź na warunki wcześniej ustalone: Zwlekamy. Jeżeli otrzymamy dziś zrzuty, będziemy dążyć do przedłużenia walki. Stałe kontynuowanie zrzutów i natychmiastowe, precyzyjne bombardowanie dzienne (podkreślenie autora)umożliwią nam stawianie dalszego oporu. Dziesięciu generałów Polskich Sił Zbrojnych pisze w depeszy do Dowódcy AK: Gdyby w wykonaniu pomocy dla różnych przyczyn wyłoniły się nowe trudności lub znaczniejsze opóźnienia, wówczas, zgodnie z Waszą zapowiedzią zawartą w depeszy 1782 z dnia 9 września możecie być zmuszeni uznać dalszy opór za niemożliwy, dalsze ofiary za bezużyteczne. Na wypadek podobnej decyzji ściskamy z pełnym zrozumieniem dłoń Waszą i ślemy ku Wam wierne myśli żołnierskie. […]. Depeszę podpisują m.in. generałowie: Władysław Anders, Mateusz Iżycki, Stanisław Kopański, Marian Kukiel, Stanisłwaw Maczek, Stanisław Sosabowski, Stanisław Turski (Tatar). 11 września, pewny siebie i wiary w sukces, Dowódca AK wysyła kolejne pismo do gen. Rohra, powołując się na wczorajsze pismo gen. Reinhardta. Stwierdza w nim, że nie jest pewien wiarygodnych gwarancji, o które prosił, co rozwiałoby wątpliwości w masie jego żołnierzy. Na pismo to odpowiedzi już nie było i w ten sposób pertraktacje zostały przerwane.

Armia Czerwona 11 września była w odległości kilkunastu kilometrów od Warszawy Pragi. Czy na pewno dojdzie do jej prawego brzegu Wisły? Czy znów się  zatrzyma ze względu na opór Niemców lub kontrę polityczną Sowietów? Czy loty samolotów sowieckich nad Warszawą  i głosy z eteru to zwiastun pochodu Sowietów na Warszawę, czy też są to gierki propagandowe? Czy ustalono już dzień  zrzutu amerykańskiego lotnictwa (który to dzień 10 lub 11 września miał zadecydować – czy bić się, czy nie)? Wątpię, czy  Dowódca AK i jego sztab, zadali sobie te fundamentalne pytania, jeśli w ogóle były stawiane. Priorytetem, jakimś panaceum na stawianie dalszego oporu i zwycięstwo, miała być ta mityczna wiara w zrzuty, no i również  w te precyzyjne bombardowania. Tego samego dnia, albo już jutro! Takimi wyobrażeniami i posunięciami mogą się jedynie zabawiać dzieci, przesuwające na planszy ołowiane żołnierzyki i samolociki (uzupełnienie: wylot uzależniony był m.in. od pogody na trasie Anglia-Warszawa-Połtawa na Ukrainie, czas całego lotu 8-9 godzin).

Do tego dnia, licząc od 1 sierpnia do 11 września 1944 roku, kiedy to Dowódca AK przerwał pertraktacje z Niemcami, zginęło już 120 tysięcy mieszkańców (w tym 10 tysięcy powstańców). Dzięki permanentnej wierze w opór i zwycięstwo poprzez zrzuty, od 11 września do 2 października 1944 roku zginie dodatkowo około 50 tysięcy osób, w tym 6 tysięcy powstańców. Ta fatalna, bezkompromisowa decyzja z 11 września, jak wszystko na to wskazuje, doprowadziła do ostatecznego wyroku na miasto, niszczonego metodycznie po 2 października 1944 roku.

Łudzenie 9 września przez premiera Mikołajczyka i przy aprobacie Naczelnego Wodza, że już pilnie nastąpią zrzuty z Zachodu, stanowi ich współudział w dalszej tragedii powstania. Niektórzy historycy i publicyści twierdzą, że Stalin zgodził się na użyczenie bazy zachodniemu lotnictwu jedynie, by poprzez zrzuty dalej krwawiła Warszawa. Warszawa przestałaby jednak dalej krwawić, gdyby gen. Bór-Komorowski podpisał, tak jak wcześniej zapewniał, kapitulację z Niemcami w dniu 11 września. Nie doszłoby wówczas do tej enigmatycznej wyprawy ze zrzutami. Stalin w takiej sytuacji pozbawiony by został jakichkolwiek kombinacji polityczno-militarnych w dalszym przebiegu Powstania. Dopiero 18 września 107 latających fortec dokonało zrzutu nad Warszawą już w ¾ opanowaną przez Niemców. Tylko 20% ilości materiałów trafiło do rąk powstańców. Od 14 września, gdy Armia Czerwona i 1 Armia Wojska Polskiego zdobyły Warszawę-Pragę, nastąpiły wielokrotne w tonach zrzuty amunicji i żywności, dokonywane przez lotnictwo sowieckie na lewobrzeżną Warszawę. Zapewne dawały one pod względem politycznym, co zakładał Stalin, pozytywny odbiór powyższych faktów przez Zachód.

Nie przedstawię bliższych informacji w swoim opracowaniu o dalszych walkach powstańców i decyzjach dowódców po 11 września 1944 r. Nie napiszę o krwawych walkach „berlingowców” forsujących Wisłę, o uniżonych słowach generałów AK do Stalina i Rokossowskiego z prośbą o pomoc i wejście do Warszawy. Nie napiszę o warunkach kapitulacji dnia 2 października w Ożarowie w obecności gen. Bora-Komorowskiego i gen. von dem Bacha. Uważam, że do 11 września walki powstańców miały jeszcze większy czy też mniejszy sens patriotyczno-ideowy. Po 11 września 1944 r. walki prowadzone do końca Powstania były tylko wydarzeniami o znamionach samobójczej agonii.

 

Pragmatyzm czy iluzje?

     Stalin z zimną krwią i skutecznie potrafił narzucić w 1943 roku w Teheranie Churchillowi i Rooseveltowi swój scenariusz wydarzeń militarnych. Czyżby premierowi Mikołajczykowi i Komendzie Głównej AK wydawało się, że uda się im (szczególnie po Powstaniu PKWN 22 lipca 1944 r.) wymanewrować, czy też owinąć dookoła palca Stalina?! Od końca 1943 roku i na krótko przed wybuchem Powstania kilku, wysokiej rangi oficerów AK, usiłowało przekonać gen. Bora–Komorowskiego i jego najbliższych sztabowców o konieczności zarzucenia doktryny dwóch wrogów i wypracowaniu bardziej realistycznego stanowiska wobec ZSRR. Nie udało się to jednak, a głównego przedstawiciela  tego nurtu realistów gen. Tatara przerzucono do Londynu. Konsekwentnie, bowiem, przestrzegano zasady, że sowieci nie są naszymi sprzymierzeńcami, a sprzymierzeńcami naszych sprzymierzeńców. Koła londyńskie i KG AK  stale się łudziły pomocą Churchilla i Roosevelta w ich dojściu do władzy w  powojennej Polsce. Uważali, iż tylko przyjęcie bezkompromisowej postawy wobec Stalina zmusi go do traktowania ich, jako prawowitych reprezentantów odradzającej się Polski. Manifest PKWN, którego „ojcem chrzestnym” był Stalin, traktowali jako wydmuszkę propagandową. Gen. Pełczyński (Grzegorz) powiedział w 1965 roku: podejmując walkę z Niemcami, Armia Krajowa broniła niepodległości Polski zagrożonej przez Rosjan. […] gdyby Moskale byli naszymi sprzymierzeńcami, nie byłoby tak wielkiego powstania. W sprawie stosunków polsko-rosyjskich PPS w kraju piórem Zygmunta Zaremby w „Robotniku” z 27 sierpnia 1944 r.  stwierdzała: Klucz do rozwiązania problemów leży w ręku Rosji. Od niej zależy, czy Komitet Wyzwolenia (PKWN) będzie czy nie będzie istniał i stwarzał w Polsce sytuację prowadzącą wprost do wojny domowej. Rozumiemy więc intencje premiera Mikołajczyka, szukającego kompromisu z Rosją. […] Możliwe granice tego kompromisu określają niezmienne dążenia całej Polski, streszczające się w dwóch słowach: całość i niepodległość Rzeczypospolitej. (Niestety złowieszcze słowa Zaremby o wojnie domowej stały się faktem w bezsensownej bratobójczej wojnie Polaków w latach 1945-1949.)

Rząd na uchodźstwie i KG AK, nie licząc się ze stanowiskiem Wielkiej Brytanii i USA, wydali Powstaniem’44 wojnę polityczną Moskwie. Liczyli, że ta sama Moskwa militarnie im w tym dziele pomoże (wbrew swoim interesom?!). Cóż za przejaw irracjonalnego romantyzmu polskiego, który każe wierzyć, że pragnienia staną się rzeczywistością. Premier Mikołajczyk, wobec katastrofalnej sytuacji, w jakiej znalazła się walcząca Warszawa, doszedł w końcu do przekonania o konieczności zawarcia jakiejś formy kompromisu z sowietami. Przedstawił w Londynie i przesłał do KG AK plan „rozwiązania w porozumieniu z sowietami sprawy naszej po zajęciu przez sowietów Warszawy”. Dowódca AK dnia 29 sierpnia w depeszy do Naczelnego Wodza i premiera krytykuje ten plan. Uważa go za całkowicie kapitulacyjny, z którego wynika,  że szereg najważniejszych pociągnięć politycznych uzależnionych będzie od dobrej woli sowietów, co stanowiłoby odejście od platformy niepodległościowej. I dalej […]

Polska nie na to walczyła przez 5 lat z Niemcami w najcięższych warunkach, nie na to poniosła potworne ofiary, by skapitulować wobec Rosji.

Rodzi się pytanie. Kto się z kim umawiał wcześniej, że Armia Czerwona przyjdzie na pomoc walczącej Warszawie? NIKT! Powstanie’44 stało się w istocie wielką grą polityczną o powojenne oblicze Polski. Należy więc sądzić, że Stalin, licząc się z afrontem politycznym ze strony uchodźstwa (wiedział od Piątki z Cambridge), a być może i z militarnym ze strony AK w Warszawie, powodującym perturbacje w relacjach z zachodnimi aliantami wybrał – OBOJĘTNOŚĆ. Pozwalało mu to na samoeliminację polskich patriotów o orientacji prozachodniej. Zaiste wielką sztuką historyczną i publicystyczną stało się nie podawanie pełnej prawdy o Powstaniu’44. Pozwala to na zdejmowanie z naszych wodzów jakiejkolwiek odpowiedzialności za doprowadzenie do klęski tego narodowego zrywu. Głoszenie przez nich tezy, że Powstanie’44 miało znaczenie w kontynuacji podtrzymywania tożsamości narodowej jest bałamutne. Podtrzymywanie tożsamości przez przyzwolenie na kontynuowanie wielowymiarowego dzieła zagłady? Powstanie miało trwać ok. 7 dni – trwało 63 dni. 14 września nastąpił pierwszy styk bojowy pomiędzy powstańcami a oddziałami wojsk radzieckich i polskich po zajęciu Pragi i prawego brzegu Wisły. Był to już czterdziesty piąty dzień trwania Powstania. Przez te 45 dni zginęło ok. 130 000 osób, w tym ok. 11 000 powstańców, dziesiątki tysięcy osób zostało rannych, zaczynał dokuczać głód, a miasto zostało zniszczone w ok. 50 %. Bez względu na to, jak negatywnie oceniamy politykę Stalina, nie można chyba przypisywać mu tych strat za okres owych powstańczych 45 dni.

Twórcy Powstania’44 kierowani emocjami i nadziejami,  przedwcześnie wybrali dzień jego wybuchu, co miało fatalne skutki dla Warszawy i jej mieszkańców. Wpisali się oni w hasło: „Dzisiaj Polsko twój triumf albo zgon!”. Zgon zmaterializował się po 63 dniach. A dla polityki Stalina był to nie tyle zgon, co swoisty prezent, by łatwiej zainstalować nową, uległą mu władzę w Polsce.

 

Końcowa rzeczywistość.

Bilans strat w wyniku Powstania Warszawskiego to: około 180 000 zabitych cywilnych mieszkańców w tym ok. 17 000 powstańców, 2 060 żołnierzy 1 Armii WP (w okresie 16–23 września 1944 r.), około 20 000 rannych powstańców. Do niewoli dostaje się około 16 000 powstańców. Po stronie niemieckiej straty – około 9 000 poległych żołnierzy w tym około 7 000 uznanych za zaginionych i rannych prawie 9 000.

Szacuje się, że w Powstaniu zginęło 180 tysięcy mieszkańców, w tym około 17 000 żołnierzy-powstańców. Przyjmując do analizy zabitych 163 000 cywilnych osób należy założyć, że dzieci w wieku 1 miesiąc – 14 lat stanowiły 20% ogółu mieszkańców, tak więc, około 33 000 dzieci zginęło w Powstaniu. Dwa razy więcej, niż żołnierzy powstańców i około sześć razy więcej niż oficerów w samym Katyniu. (Ogółem NKWD w okresie od 1940 do połowy 1941 r. zamordowało ok. 22 tys. oficerów WP, policjantów, cywilnych pracowników państwowych, działaczy niepodległościowych itp.) Średnio, w czasie Powstania, każdego dnia ginęło 3 000 osób.

Historycy i politycy różnią się dalece w ocenie sensu Powstania i wyboru dnia jego rozpoczęcia. Pomimo klęski zarówno militarnej, politycznej, biologicznej i materialnej, nie brakuje wśród nich entuzjastów przewagi ducha nad materią. Widzą oni Powstanie, jako nadrzędny narodowy cel uzasadniony moralną koniecznością walki o niepodległość. Zapewne inicjatorów, dowódców i wykonawców Powstania, zarówno w kraju jak i na uchodźstwie, cechował romantyzm wywodzący się z idei i celów Powstania Styczniowego z 1863 roku. O ile Powstanie z 1863 r. obejmowało setki pól walk na terenach polskich i litewskich, to w 1944 roku walki powstańców ześrodkowano w jednym miejscu – w Warszawie. Wodzom Powstania ’44 zabrakło wyobraźni, do czego długotrwałe walki doprowadzą, do jakże ogromnych zniszczeń wielopokoleniowego dorobku miasta. W zakładanym przez KG AK scenariuszu walk mówiono o zwycięstwie nad Niemcami po około 7 dniach. Naturalnym byłoby wówczas poniesie strat materialnych oczywiście w ograniczonej skali. Czyżby kontynuując walkę przez 63 dni nie liczono się z narastającymi zniszczeniami miasta? Czyżby naszym wodzom zabrakło wyobraźni, że po dwukrotnych odrzuceniach kapitulacji może nastąpić niszczenie i grabież miasta w ramach zemsty ze strony Niemców? Nie przerażała jednak nikogo utrata skarbów kultury. Zabytkowych budynków, muzeów, archiwów, bibliotek, kościołów i dorobku dziesiątek tysięcy rodzin.

Za historykiem Ludwikiem Stommą przytoczę następującą opowieść. Otóż w roku 1814 wojska koalicji antynapoleońskiej wkroczyły na przedmieścia Paryża. Cesarz zdecydowany był kontynuować opór czyli walczyć w mieście. Zwrócił się z tym zamiarem do jednego ze swoich generałów. Ten, ukochanemu wodzowi odpowiedział: „Nie możemy narażać Paryża na los Moskwy”. Z tyłu zaś jeden z generałów dorzucił „Nie boimy się śmierci, zresztą francuskie matki urodzą nam nowych żołnierzy, cóż jednak stanie za Luwr, Sainte Chapelle, Notre Dame?”. Napoleon nalegał dalej mówiąc, że odwoła się w swoim zamiarze do armii. Marszałek Ney dopowiedział, że tylko jego posłucha armia, a nie Cesarza. Marszałków i generałów nie sposób było posądzać o tchórzostwo czy brak wierności Bonapartemu. Im jednak poświęcenie stolicy w walce wydawało się nihilizmem i ceną nad wyraz zbyt wysoką. Skoro mowa o Paryżu. 18 sierpnia 1944 r. wybuchło powstanie paryskie przeciwko wojskom niemieckim. Podjęte zostało w momencie, kiedy wojska sprzymierzonych były o dzień marszu od stolicy. Nie dzieliły je od niej żadne znaczące przeszkody. Powstańcy utrzymywali ciągłą i nie zakłóconą łączność radiową z nadchodzącymi wyzwolicielami wskazując punkty oporu okupanta. Po wyzwoleniu miasta przeprowadzono bilans strat. Zniszczeniu uległo 0,02% kubatury budynków. W Warszawie wskaźnik ten na koniec grudnia 1944 wynosił 70-80%.

 

Na przykładzie Powstania Warszawskiego wskazać można, że uprawianie polityki, która waży na losach narodu, nie wolno opierać na romantyzmie(dobrym w literaturze i sztuce). Gdy stosuje się go w walce i polityce, z reguły doprowadza on do nieszczęść, a nawet zbrodni. Pisarz i polityk Stefan Kisielewski pod koniec 1945 roku daje taką ogólną ocenę Powstania ‘44: Naród naprawdę męski nie walczy nigdy do ostatniej kropli krwi. Na tym polega prawdziwy patriotyzm, patriotyzm obdarzony instynktem życia, nakazujący cierpliwość, ostrożność, powściągliwość, subtelność taktyczną w dążeniu do celu zasadniczego.

Usprawiedliwienie się Dowództwa Powstania, że podjęło decyzję jedynie słuszną, bo przecież chodziło o niepodległa Polskę i uniknięcie okupacji sowieckiej- teoretycznie słuszne. W praktyce (o paradoksie!.), bez zorganizowanego współdziałania z Armią Czerwoną, pięścią pancerną Stalina – z żadnymi szansami do zrealizowania. Z drugiej strony należy stwierdzić, że Powstanie było wyrazem polskiego patriotyzmu, bohaterstwa i heroizmu, wykazało wszechobecność postaw obywatelskich, zdolności do skutecznej samoorganizacji na polu walki i na zapleczu. Ale wszystkie te godne najwyższego uznania postawy ludności były straszną daniną krwi, oddalającą Warszawiaków i miasto, a nie przybliżającą im niepodległości Polski. Cześć i chwała heroicznym powstańcom warszawskim, walczącym z okupantem w mieście. Ale większości z dowództwa AK szczególnie gen. Okulickiemu, gen. Bór-Komorowskiemu i premierowi Mikołajczykowi nie stawiałbym pomników. Twórcy i zwolennicy polityki historycznej nie podają pełnej prawdy o Powstaniu, przekuwając jego klęskę  jedynie w wiekopomny godny naśladowania sukces narodowy. Godnym ubolewania jest fakt, że dopiero w październiku 2010 roku odsłonięto pomnik „Poległych, Zamordowanych oraz Wypędzonych Mieszkańców Warszawy”. Niestety, ten wyraz pamięci przedstawia jakiś bez wyrazu grubo ciosany pomniczek. Zlokalizowany jest on na ogrodzonym terenie, przylegającym do Muzeum Powstania Warszawskiego. Czyżby w mieście zabrakło ogólnodostępnego, a zarazem widocznego miejsca, podkreślającego rangę tragicznych i krwawych, minionych wydarzeń, jakich doświadczyli Warszawiacy?

 

Jacek Owczarski

 

Źródła:  Andrzej K. Kunert – Rzeczpospolita Walcząca

J. Kirchmayer – Powstanie Warszawskie

Nikołaj Iwanow – Powstanie Warszawskie widziane z Moskwy

 

——————————————————-
PDF-ikona

19 października2013 roku delegacja Stowarzyszenia Spadkobierców wraz z Pocztem Sztandarowym wzięła udział w zorganizowanych – przez Polską Fundację Kościuszkowską – uroczystościach XXX Międzynarodowego Sympozjum Kościuszkowskiego przy Pomniku Naczelnika T.Kościuszki i w Muzeum Niepodległości w Warszawie.
Zobacz treść wystąpienia przedstawiciela Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej podczas uroczystości Polskiej Fundacji Kościuszkowskiej przy Pomniku Tadeusza Kościuszki. […]

Previous Entry

Na część Święta Niepodległości 11 Listopada 2013 roku V Szczep Harcerski im. Obwodu AK „Bażant” z Hufca Grodzisk Mazowiecki, w dniach 8 – 10 listopada 2013r., zorganizował już XV Rajd Niepodległości pod hasłem „Polska to my”. Uroczysty Kominek Harcerski miał miejsce w budynku Szkoły Podstawowej nr 1 w Grodzisku Mazowieckim w dniu 9.11.
Głównym organizatorem uroczystości […]

Next Entry

Najnowsze wpisy
Powiadamiaj mnie o nowościach na stronie
Loading...Loading...


Cookie i warunki korzystania
Nasza strona może korzystać z plików cookie w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Nie zablokowanie obsługi plików cookies jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisanie w pamięci urządzenia. Warunkami przechowywania lub dostępu mechanizmów cookies zarządzasz samodzielnie poprzez ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji zawiera nasza Polityka Prywatności
Translator