STOWARZYSZENIE SPADKOBIERCÓW
POLSKICH KOMBATANTÓW
II WOJNY ŚWIATOWEJ

Imperatyw międzypokoleniowego dialogu Polaków

Maj 10th 2013 w dziale PUBLIKACJE

Czy Polska może wybić sie na niepodległość ? – było to zasadnicze pytanie Rodaków w XIX wieku, wieku dominacji przekonania i wiary Polaków co do konieczności zachowania tożsamości narodowej w drodze czynnego oporu a także odzyskania niepodległości w drodze walki zbrojnej, wieku dominacji romantyzmu powstań narodowych. Kwestia treści zawartych w tak sformułowanym problemie zawładnęła także umysłami i sercami Polaków następnych generacji, również w czasach I i II wojen światowych. Jednakowoż po zakończeniu ostatniej z nich wydawało się, iż z powodu dwóch przyczyn sens powyższego pytania uległ wyczerpaniu : po pierwsze w związku z faktem, że to polski żołnierz współtworzył koalicję antyhitlerowską, po drugie w związku ze stopniowym, choć kilka lat po wojnie trwającym, uznawaniem przez kolejne państwa zachodnich aliantów powstałego państwa polskiego – Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Nie bacząc na dylematy, jakie towarzyszyły kolejnym i coraz trudniej realizowanym etapom rozwoju tego państwa, dla pokolenia narodzonego tuż po 1945 roku, sprawą a’priori oczywistą było, iż w całym systemie oddziaływania PRL na świadomość i mentalność narodu, każda z ekip politycznej władzy ludowej permanentnie odwoływała się do historii i tradycji narodowej Polaków, w szczególności zaś do historii kultury naszego narodu. Przekaz dorobku kultury narodowej odbywał się, generalnie, z zachowaniem zasad wierności tradycji i narodowych treści. Nawet niektóre negatywne odniesienia do tejże tradycji, poddawane funkcjonowaniu cenzury państwowej PRL, nie powodowały nienarodowych restrykcji ówczesnych władz. Znamiennym tego przykładem są mickiewiczowskie “Dziady” w teatralnej inscenizacji Dejmka z 1967 roku. Władze PRL mogły sezonowo zawieszać przedstawianie narodowych dzieł i to szczególnie takich, jakie wyrażały negatywne wobec ówczesnego systemu intencje polityczne lecz nigdy nie podejmowały restrykcji totalnych, w postaci wycofywania tychże pozycji z wykazów obowiązkowych lektur w programach nauczania szkolnego. Kryzys lat osiemdziesiątych postawił przed całym społeczeństwem problem: „Na ile niepodległość państwowa tożsama jest z niepodległością polityczną?” Utrwalone w narodowej świadomości społecznej romantyczne pojmowanie czystych absolutów, mesjańskiej roli narodu, takoż intuicyjne poczucie własnej narodowej wartości w rodzinie narodów świata, stopionych w jednię z chrystiańskim wręcz poświęcaniem się “Za waszą i naszą wolność”, zaowocowały politycznym zrywem Polaków i w wyniku demokratycznych wyborów rozpoczęciem nowej cezury naszej państwowości. III Rzeczpospolita Polska jako nowy byt państwa polskiego akcentowała, wobec status quo Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, odzyskanie niepodległości politycznej.

Dokonanie względnie pełnej analizy źródeł oraz wskazanie wszystkich sił sprawczych tego socjologiczno-politycznego procesu przekracza możliwości niniejszej publikacji, w niektórych zaś aspektach – uwzględniając wcale nie krótki okres, bo już dwóch dziesięcioleci, jakie minęły od dokonania transformacji państwa – być może jest na to zbyt wcześnie.

Wszczęty, za polskim przykładem, proces transformacji ustrojowej państw Europy Środkowo-Wschodniej spowodował zdominowanie sceny politycznej świata przez dwa kierunki przemian, jakich pierwszy nazwany został integracją europejską i szerzej globalizacją, zaś drugi alterglobalizmem.

I mimo, że brak dotychczas ostatecznej oceny słuszności tych dwu dróg rozwoju, jaka to ocena posłużyć mogłaby do wyboru jednej z nich, rodzi sie dziś fundamentalne pytanie : Czy Polskę XXI i następnych stuleci stać na zachowanie narodowej tożsamości ? Przed pytaniem tym stoją obecnie wszystkie pokolenia Polaków żyjących na przełomie XX i XXI stulecia lecz odpowiedź uzyskać może dopiero pokolenie urodzone już po 1989 roku i które dorastając do wieku dojrzałego doświadczy całokształtu warunków życia ekonomiczno-społecznego.

Ergo : “Czy Polska może wybić się na niepodległość ?” oraz “Czy Polskę stać na zachowanie narodowej tożsamości ?” – oto dwa zasadnicze problemy polskiej historii w ciągu dwu ostatnich stuleci. Niewątpliwiewskazane problemy stanowią dylemat jedności i przeciwieństw romantyzmu i pozytywizmu. Od czasów klęski powstań listopadowego 1830 roku i styczniowego 1863 roku, powstały pomiędzy zwolennikami romantyzmu i pozytywizmu spór, jawił się jako dylemat wyboru decyzji : “Albo romantyzm, albo pozytywizm”. Wybór ów podniesiony został do rangi problemu, nie tylko sen z oczu spędzającego naszym wieszczom, zafunkcjonował był bowiem w świadomości społecznej jako problem dotyczący całego narodu. I mimo, że polscy pozytywisci jakby nieśmiało, jakby z zażenowaniem i nieukrywanym zawstydzeniem, starali się własnym przykładem wskazywać, iż rozczarowania wynikające z braku nadziei na wybicie się na niepodległość Polski drogą walki zbrojnej tworzą wcale racjonalne motywy przemawiające za wyższością kierunku jakiego byli orędownikami, to jednak a’general Duch Narodu wybierał dominację romantyzmu. I działo się tak nieprzerwanie przez lata całe, mimo odzyskania niepodległości w 1918 roku, mimo udziału Polaków w zwycięstwie nad hitlerowskimi Niemcami.

Do głębszych refleksji nad treścią pojęć : “romantyzm” i “pozytywizm” oraz nad konsekwencjami wyboru decyzji : “Albo romantyzm, albo pozytywizm”, nie pobudzał Narodu szczególnie nikt. Wydaje się, iż dopiero obecnie, gdy Polska jest państwem niepodległym politycznie i kontynuuje wybraną przecież drogę integracji europejskiej i globalizacji lub też jej zaprzestaniem, spełnione są wszelkie warunki, aby Naród Polski a’posteriorycznej oceny podjętej decyzji dokonał. Analiz aktualnej sytuacji w jakiej znajduje się Polska dostarczają liczne już prace wśród jakich nie można pominąć dzieł Profesorów: Tadeusza Kowalika „WWW. POLSKA TRANSFORMACJA. PL” oraz Rudolfa Jaworka „Długofalowe skutki zbrodniczej terapii”.

Zasygnalizowany problem wznieca pasje Polaków różnych generacji lecz szczególnie generacji z historią walki o wyzwolenie narodowe spojonych swymi zainteresowaniami tudzież rodzinnymi i środowiskowymi więzami, jak i autora niniejszych rozważań. Bowiem od najmłodszych swych lat związany jestem ze środowiskiem partyzantów wszystkich ugrupowań ruchu oporu walczących z hitlerowskim okupantem w kraju – BCh, GL-AL, GL PPS-WRN, AK – a także Polaków walczących w oddziałach partyzanckich i ruchu oporu na obczyźnie – w Rosji, we Włoszech, w Jugosławii. Wychowany zostałem na żywych przekazach historii płynącej z ust mych nieżyjących już Rodziców i Ich Przyjaciół. Zloty, zjazdy, spotkania i ogniska partyzanckie, ale przecież także partyzanckie pogrzeby, tworzyły oprawę tej żywej historii. Właśnie dzięki temu, mimo że wówczas nie uczono na lekcjach szkolnej historii pełnej prawdy, wiedziałem o Katyniu, o morderstwie dokonanym na Generale Władysławie Sikorskim, o procesach wobec “wrogów ZSRR” i wyrokach śmierci na nich, o procesach dowódców Armii Krajowej. Dzięki przyjaciołom Mych Rodziców wiedziałem, jak żywotnie ważne dla dowódców z Gwardii Ludowej PPS było wyeksponowanie skrótu WRN i dzięki nim rozumiałem dlaczego “Wolność” traktowali oni na równi z “Niezawisłością”, ale i czym różni się jedno pojęcie od drugiego. Wiedziałem także, że nie jedynie i nie wyłącznie GL-AL, ale również BCh i GL PPS wśród haseł walki wyzwoleńczej wznosiły swoje programy społeczne, dążąc do wymarzonej według własnych wizji Polski Ludowej. Jednakże w miarę upływu lat i coraz bardziej komplikujących się uwarunkowań funkcjonowania polskiej państwowości, z ust tych bojowników słyszałem, iż nie o taką Polskę walczyli. Wiedziałem o aresztowaniach wśród partyzantów, nie wyłączając także partyzantów z GL-AL, o odsuwaniu ich od pełnienia wielu funkcji w organach ludowego państwa polskiego i możliwości awansowania. Nolens volens byłem, albowiem nie mogłem nie być, pod przemożnym wpływem romantycznej wizji walki narodowo-wyzwoleńczej.

Pamiętam, gdy już będąc w szkole średniej, przy lekturze “Lalki” w dyskusji ze swym Ojcem wyraziłem opinię, że cała moja sympatia jest po stronie młodego Stasia Wokulskiego, zaś alegoria dojrzałego Stanisława Wokulskiego jest mi obca i sympatii nie wywołuje. Nie mogłem pojąć, jak Bolesław Prus piękną postać powstańca-patrioty mógł przetransponować w człowieka kierującego się kryterium biznesu, a były to interesy prowadzone z niedawnym przecież wrogiem i polską ekspansją handlową na Wschód, oraz w kryterium własnego uczucia, jakim się stała nieodwzajemniona miłość ku Izabeli Łęckiej. Jako młodzieniec nie rozumiałem, jak Staś mógł zrezygnować z walki zbrojnej, podczas gdy starszej generacji subjekt Rzecki stale był gotów na wezwanie powstańczej trąbki bojowej. Wówczas świetlanej pamięci Ojciec Mój tłumaczył, że ofiara krwi Narodu w niektórych warunkach jest niezbędna i staje się chwałą, zaś w innych – zbrodnią, że przeciwnicy walki powstańczej – pozytywiści, w tej liczbie literacka postać Stanisława Wokulskiego tudzież postać historyczna margrabiego Aleksandra Wielopolskiego i innych, to także Polacy i patrioci. Atoli ojcowskie argumenty nie trafiały do mnie. Pozostawałem w sferze przekonania o supremacji wizji romantycznej nad pozytywistyczną aż do cezury przeżywania własnym czuciem i rozumem wydarzeń gorących lat osiemdziesiątych i transformacji lat dziewięćdziesiątych.

Wychowany w takich to warunkach, dziś jako dojrzały bo ponad sześćdziesięcioletni Polak, przekonany jestem o następujących prawdach : że PRL-owska Polska gułagiem nie była, zaś Polsce międzywojennej daleko było do państwa – wzorca. Twierdzę, iż w sytuacji jaka zaistniała po II wojnie światowej, proklamowanie PRL-u stanowi ewidentny przykład realizmu i pragmatyzmu politycznego przywódców tego państwa. Bo Polskę należało budować tu „gdzie nasz ród”, na ziemi ojczystej a nie na obczyźnie i to bez względu na warunki jakie powstały, boć powstać musiały poza naszą niemocarstwową przecież nacją.

Nie dość chętnie przypomina się dziś fakty, jakie stanowić mogą kapitalną lekcję pozytywizmu czyli pragmatyzmu politycznego i ówczesnych wizji budowy oraz umacniania polskiej państwowości. Tak na przykład, przywoływana obecnie dość często postać przywódcy PSL Stanisława Mikołajczyka, prezentowana jest nad wyraz powierzchownie i jedynie jako ofiara PRL. Tymczasem ten Polak-patriota był mężem stanu, który nie odrzucił możliwości budowy demokratycznej Polski Ludowej, gdyż jako pragmatyk uznawał konieczność budowy państwa polskiego na polskiej ziemi, nie zaś na emigracji. Jakże znamienne było pierwsze na polskiej ziemi, po powrocie z Londynu, przemówienie Stanisława Mikołajczyka, gdy wśród celów polskiego rządu, jakiego został wicepremierem, na pierwszym miejscu wymienił pracę narodu wewnątrz kraju w sojuszu wszystkich polskich sił demokratycznych, na drugim zaś współpracę z ZSRR.

Do historyków i politologów należy osąd, czy polska racja stanu wymagała prowokacji, jakiej to osiągniętym celem stało się, m.in. opuszczenie przez Stanisława Mikołajczyka kraju, a także wskazanie na źródła i inicjatorów tej prowokacji. Bo nie był to z pewnością efekt pragmatyzmu polskiej racji stanu w rodzącej się nad Wisłą powojennej państwowości. Czy polska racja stanu wymagała następnej, kilka miesięcy później, prowokacji wobec ówczesnego przywódcy PPR Władysława Gomułki? „Mimo” swego lewicowego rodowodu, ten niekwestionowany Polak nie miał gdzie i nie chciał poza Ojczyznę “uciekać”. W 1948 roku pozostało mu więzienie. A przecież prowokacji tego typu były dziesiątki…

Cokolwiek negatywnego by nie mówić o minionym okresie Polski Ludowej, to nie można nie uznać, iż lepszym rozwiązaniem dla Narodu Polskiego była ta właśnie Polska aniżeli dążenie do wywołania lub oczekiwanie wybuchu III wojny światowej. W opinii mojej lepiej było od 1945 roku odbudowywać z gruzów wojennych Ojczyznę i budować narodowy przemysł i gospodarkę całego Państwa, a nawet nawet nieefektywnie dziś ocenianą Nową Hutę, aniżeli pomnażać ofiarę krwi kwiatu polskiej młodzieży, czego znamiennym exemplum jest pokolenie Maćka Chełmickiego. Bo to, że jednak nie cała generacja “Kolumbów – rocznik 20” podzieliła losy bohatera “Popiołu i diamentu” lecz porzuciła broń, wyszła z lasu i poszła na uniwersytety i do pracy, to także zasługa pragmatyzmu przywódców PRL wespół ze wszystkimi ugrupowaniami polskiego antyhitlerowskiego ruchu oporu. Sądzę, iż taka głęboka i spokojna refleksja należy się dziś tamtym ludziom. Jednakowoż refleksję taką osiągnąć można li tylko dzięki narodowemu dialogowi. Dialog ten winien uwzględniać wnioski zawarte w świetnych pracach Profesora Michała Hebdy „Rzeczywistość i mity w II Rzeczypospolitej” i Jacka Owczarskiego „Romantycy kontra Realiści. Polska krwawiąca 1944 – 1948”, a także robotnika budowlanego Albina Siwaka „Trwałe ślady”.

Historia kołem się toczy, jeśli porównać jak negatywnie byli oceniani pierwsi polscy pragmatycy – pozytywiści, gdy po klęsce powstania 1863 roku przedłożyli narodowi zgoła odmienną koncepcję rozwoju niźli permanentna walka zbrojna. Czyż nie był okrzyknięty jako narodowy zdrajca margrabia Wielopolski?

Dziś Ojczyzna nasza potrzebuje takiego odważnego i rozważnego dialogu.W mojej oceniedialog taki staje się wręcz imperatywem.Czy uda się Polakom generacji XXI wieku zakończyć „polski chocholi taniec” od wieku już stanowiący symbol otumanienia, życia przeszłością bez wyciągania z niej twórczych konkluzji na przyszłość, rozdrapywania narodowych ran, a nawet jątrzenia i prowokowania dalszego ciągu narodowych waśni? Czy generacje te potrafią odczytać, kto tę „chocholą partyturę” Polakom zapisuje, a skoro tak, czy wskazać potrafią Rodaków, którzy kompozycje te przyjęli jako swoje, ergo – czują, myślą i działają nie po polsku? Czy zatem Polacy lat XXI wieku – skoro u schyłku wieku XX, jak się wydaje, wybaczyli Niemcom krzywdy najstraszliwszej dotychczas wojny światowej – zdobędą się na wielkoduszność i, zgłębiając swe refleksje nad wezwaniem polskiego sumienia i umysłu tej miary co Jerzy Giedroyć, wybaczą Rosji? Czy potrafią ponad wszelkimi podziałami zdobyć się na rozważną jedność narodowych decyzji względem periodycznej wręcz manii burzenia pomników, zmian nazw ulic i permanentnego wyrzucania na przysłowiowy śmietnik historii to jednej, to drugiej opcji politycznej? Czy w dobie współczesnej – gdy brak jest realnej sytuacji zawartej w słynnych strofach: „Kiedy przyjdą podpalić dom, ten w którym mieszkasz, Polskę…” –możliwa jest jedność Polaków wobec wartości tak nadrzędnych, i zarazem tak oczywistych, jak „dobro Ojczyzny” i „polska racja stanu”? Czy możliwa jest jedność Rodaków wobec wartości powyższych zarówno w kraju, jak i za granicą? Czy zatem, Ojczyzna nasza nadal i jak długo jeszcze odpowiadała będzie prawdziwym, choć tragicznym w swych treściach, ocenom wielkich i przez historię uznanych już Polaków, iż „Polską rządzi przypadek”?

Geopolityczne położenie Polski wyznacza spectrum widzenia polskiej racji stanu w zakresie polityki w stosunku do dwóch wielokroć potężniejszych od Polski sąsiadów – ze Wschodu i z Zachodu. Także w tym względzie rozum woła o pragmatyzm działania. Dopiero wówczas może nadejść czas plonów myśli Bolesława Prusa zawartej w alegorycznej transformacji Stasia w Stanisława Wokulskiego. Bo jedynie wówczas ma szanse działanie Polaków w kategoriach imperatywu zachowania politycznej równowagi Polski pomiędzy Rosją i Niemcami.

W minionym stuleciu trzech zaledwie polskich polityków bacznie zwracało na problem ów uwagę – byli to: Roman Dmowski, Józef Piłsudski oraz Władysław Gomułka. Każdy z nich dokładał wszelkich starań, aby równowagę tę zachować. Roman Dmowski był prorosyjski i antyniemiecki, Marszałek Piłsudski proniemiecki i antyrosyjski, Władysław Gomułka był antyniemiecki i prorosyjski. O ile w okresie II Rzeczypospolitej Roman Dmowski nie zdominował Józefa Piłsudskiego, to w Polsce Ludowej – mimo radzieckiej dominacji – Władysław Gomułka po 1956 roku potrafił skutecznie przeciwstawiać się “potężnemu bratu”. Gdy Nikita Chruszczow podjął próbę porozumienia się z RFN poza i ponad Polską, Władysław Gomułka próby te zdecydowanie zablokował. Dwie postaci – Romana Dmowskiego i Władysława Gomułkę – mimo iż każdy z wymienionych polityków działał w innych uwarunkowaniach historyczno-politycznych – w pojmowaniu polskiej racji stanu w obszarze naszej polityki wobec Wschodu i Zachodu łączyła wyraźna narodowa paralela. Właśnie wobec tej koncepcji konieczna jest spokojna i racjonalna konstatacja.

Tymczasem wzajemne relacje oficjalnej polityki Polski wobec Rosji i Niemiec cechuje dziś widoczna dysproporcja. Karygodnym jest, że aktualna do dziś, doskonała praca Romana Dmowskiego pt.: „Niemcy, Rosja a kwestia polska” znana jest jedynie nielicznemu gronu Polaków i do tej pory brak tego dzieła w witrynach księgarń. Rozkojarzona świadomość współczesnych polityków polskich dotyczy generalnie negatywnego stosunku do Rosji. Po 1989 roku o stosunkach polsko-niemieckich powszechnie mówiło się jedynie z aplauzem, ukazując Niemcy jako “dobroczyńcę, a nawet stróża” interesów Polski. A przecieżgłosów narodowej roztropności nie brakowało. W stosunku do Niemiec największą trzeźwość wykazywali przedstawiciele partii chłopskich i narodowych. Jednakże oceny te ogółowi Rodaków były zbyt mało znane. Do tej pory mało znane są edycje krajowe, jak np. praca R. Surmacza pt.: “Znów tracimy Śląsk”. Niechętnie przytaczane są poglądy J. Giedroycia. Przemilcza się w kraju doskonałą analizę, jaką prezentuje w swych pracach profesor Z. Rurarz. Oby pouczającą – za wczasu ! – lekturą stała się dla Rodaków praca tego autora pt.: “Polska w groźnym świecie”. Sytuacja ta zmieniła się po 2005 roku. Wskazywano na współczesne niebezpieczeństwa ze strony Niemiec, ujawniane były fakty przejmowania przez Niemców polskiego mienia na Ziemiach Odzyskanych, znane były liczne przykłady sytuacji mniejszości narodowych – polskiej w Niemczech i niemieckiej w Polsce i drastycznych różnic między nimi. Taki polski głos brzmiał oficjalnie nawet w Brukseli. Jednak równocześnie nastąpiła restauracja teorii „dwóch wrogów”. A przecież utopię tej teorii potwierdzała cała tysiącletnia historia Polski, jak i historia II wojny światowej i lat powojennych… Od 2010 roku można mówić o zdecydowanie większym rozsądku władz politycznych Polski wobec problemu „Niemcy, Rosja a kwestia polska”, choć jest w tym zakresie bardzo dużo niekonsekwencji.

Nawołujący do wrogiego stosunku zarówno do Rosji i generalnie do Wschodu, jak i do Niemiec i Zachodu zapominają, że Polska swą pozycję europejskiego mocarstwa utraciła już wiele wieków temu, zapominają iż niepodległość utraciliśmy poprzez rozbiory z własnej winy, że już od ostatniego rozbioru byliśmy na kontynencie euroazjatyckim jedynie korytarzem polskim, a korytarz ten przechodził z rąk do rąk potężniejszych od nas sąsiadów. Tak myślący Polacy nie chcą uczyć się mądrości z własnych dziejów, nie mówiąc już o mądrości innych narodów. Mało kto docenia mądrość Prezydenta Finlandii, państwa graniczącego i pełnego historii wojen granicznych z Rosją, zawartą w słowach: „Przyjaciół należy szukać blisko, a nie daleko”.

Z tych jakże wymownych przykładów jawi się konkluzja, iż Naród nasz zdolny będzie do zachowania tożsamości i dalszego rozwoju swej państwowości wówczas – gdy zdobywszy się na racjonalną ocenę ostatnich czasów, bez względu na rozwój sytuacji geopolitycznej wokół Polski i mimo różnorodności indywidualnie wyznawanych poglądów politycznych – uzna nadrzędność patriotyzmu i zdobędzie się na jedność działania w imię tej wartości. I jeśli na bazie tej wartości nie będzie Rodaków dzielić na „prawdziwych patriotów” i „niepatriotów”. Bo tak jak Ojczyzna jest jedna, tak jeden jest patriotyzm. Taka świadomość może być gwarantem zachowania tożsamości narodowej i własnej państwowości.

Do ukształtowania takiej świadomości i w tak wielkiej skali, bo wymagąjącej przecież statystycznej większości narodowej, konieczny jest dialog wszystkich generacji Polaków. A to już omal zadanie – misja na miarę Wajdeloty i Arki Przymierza “…między dawnymi i nowymi czasy…” Czy dla Narodu Polskiego takie zadanie-misja może być wykonalne – odpowiedzi udzieli dopiero przyszłość. Przeszłość dowodzi, iż misja ta – określana wezwaniem wieszcza : “Jeden tylko, jeden cud. Z szlachtą polską polski lud! Jak dwa chóry, jedno pienie!” – poza nieznaczącymi wyjątkami, w przeciągu minionych dwóch stuleci ziściła się, niestety, jedynie dwa razy. Były to odzyskanie, obrona i odbudowa młodej państwowości polskiej po I oraz II wojnach światowych. I ile było w tych epokowych wydarzeniach “cudu”, bo wysiłku wspólnego większości naszego Narodu zintegrowanego w “jedno pienie”, a ile wypadkowej międzynarodowych zdarzeń, w toku jakich polscy patrioci potrafili doprowadzić do narodzin państwa, najpierw II Rzeczypospolitej Polskiej, potem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – niechaj problem ów pozostanie przedmiotem intelektualnych wywodów lub rozumnego dialogu Rodaków, nie zaś ciągu dalszego narodowych sporów i waśni.

Atoli dialog wymaga obecności wszystkich stron i uczestników procesu historycznego. Obecność zaś jest antynomią przemilczania, ukrywania, wypaczania czy też wymazywania zaistniałych wydarzeń i tworzących je ludzi.Dialog Polaków powinien koncentrować się wokół problemów zachowania silnego narodowego Państwa oraz umacniania tożsamości narodowej poprzez utrwalanie pamięci o własnych historycznych korzeniach.

Jakże znamiennym jest, że właśnie w cezurze po 1989 roku pomniejszano znaczenie rocznicy 1 września 1939 roku. Pomniejszano i bagatelizowano ogrom nieszczęść, jakie narodowi polskiemu przyniosła ta wojna. Dewaluowano i nadal dewaluuje się rolę Polaków w zwycięstwie nad hitlerowskimi Niemcami. Święto Zwycięstwa nazwano oficjalnie Dniem Zakończenia Wojny. Zwycięstwo 1945 roku zapomina się i zniekształca… Bo niby “nie wypada” wspominać, że jest to święto Victorii Berlińskiej, jaką wywalczyli – we wspólnym froncie z całą Wielką Koalicją Antyhitlerowską – także Polacy. “Nie wypada” wspominać, że taki sam był strategiczny cel polskich żołnierzy idących ze Wschodu, jak i z Zachodu. “Nie wypada” eksponować dziś tej fundamentalnej dla wszystkich polskich młodych pokoleń prawdy, iż taką samą cenę ma życie i przelana krew tych, którzy szli z Normandii i tych maszerujących znad Oki, tych spod znaku Polski Walczącej i odwołujących się do tradycji sprzed 1939 roku, a także tych, którzy obcinali koronę na przedwrześniowych wojskowych orzełkach, bo chcieli Polski sprawiedliwej społecznie i z orłem bez korony. Zniekształca się i fałszuje fakty, a nawet głosami nierozumnych – bo niemyślących i nieczujących po polsku – Polaków podważa się wiarygodność ofiar wojennych i licytuje, których to Rodaków przelana krew cenniejsza była. Podważa się martyrologię polskich ofiar Oświęcimia. W ostatecznym zaś rachunku, próbuje się gehennę naszej narodowej martyrologii sprowadzać do “najważniejszego miernika” ontologii świata zachodniego i rozmienić na “wartość pieniężną”, na przykład w postaci tzw. odszkodowań “humanitarnie” przyznawanych Polsce przez najbogatsze, a więc najbardziej zwycięskie w 50 lat po wojnie państwo Unii Europejskiej – Niemcy.

W 2000 roku Święto Zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami było szczególnie mocno wyciszane. Głośne wówczas protesty organizacji kombatanckich przeciw takiemu kierunkowi polityki rządowej, stanowią wymowny dowód na występujące różnice ocen historycznych w świadomości rządzących i w świadomości szerokich rzesz patriotycznego polskiego narodu. Święto Zwycięstwa jest dziś w Polsce nie tylko coraz bardziej zniekształcane, zapominane lecz dla Polski coraz bardziej zmarnowane.Zniekształcane na bazie przyjętej, polityczne formuły, iż to „Dzień zakończenia II wojny światowej”. Zapominane wobec odchodzącego z doczesnego życia, wojennego pokolenia Rodaków. Zmarnowane wobec pokolenia młodych Rodaków wchodzących w XXI wiek. Bo „ekonomiczny” bilans Zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami, kalkulowany właśnie po pierwszej dekadzie XXI wieku, jest dla Polski ujemny. Zapomina się jednak o „narodowym” bilansie Zwycięstwa 1945 roku, pozytywnym zarówno dla Polaków, jak i dla wszystkich narodów słowiańskich. Wymazano bowiem z kart nauczanej historii prawdę o istocie faszyzmu niemieckiego, jakiego programowym założeniem była fizyczna likwidacja nie tylko politycznych wrogów lecz całych narodów niearyjskich i to w ustalonej kolejności: Żydów, Romów, Polaków, Rosjan i pozostałych Słowian.

Tuż po 8 maja 2000 roku rozpoczęło się w Polsce, w Europie i w całym świecie „ujawnianie” i nagłaśnianie wydarzeń, jakie miały miejsce – z jednej strony w Łambinowicach, z drugiej – w Jedwabnem. Tymczasem obie te tragedie znane były od czasu, kiedy zaistniały, a znały je obie strony: i sprawcy, i ofiary ; znały je wywiady a więc także władze wszystkich zaangażowanych w sprawę Polski państw – i tych ze Wschodu, i tych z Zachodu. Jednak dopiero w cezurze A.D. 2000 „ujawniono” owe „sensacje”, a zbyt wiele ośrodków nadaje im wymiar zdecydowanie antypolski. Mówiono, że „Polacy potrzebują pełnej prawdy o sobie”. Pragnąc Polaków „naprawiać” przedstawiano już drugą, od 1990 roku, propozycję zmiany polskiego hymnu narodowego i państwowego. Do dziś nie ustają zwroty: „polskie obozy koncentracyjne”.

W tym stanie rzeczy, wielu głęboko myślących Polaków wyraża swój patriotyczny niepokój. Niechaj dla wszystkich Rodaków pouczające staną się sądy rozumne i odważne, jakie inspirują do głębszych refleksji wobec wszystkiego co polskie – od stanu świadomości narodowej Polaków, ich pragnień i dążeń do zachowania własnej tożsamości aż do stanu, w jakim obecnie znajduje się nasze Państwo.

Że kwestia istnienia oraz sprawnego funkcjonowania narodowej państwowości jest ściśle związana z szansami zachowania tożsamości narodowej, wskazywali uczestnicy II Forum Polonijnego, jakiego obrady toczyły się 4 – 5 listopada 2000 roku w Domu Słowa Polskiego w Toruniu. Forum, zorganizowane przez Polskie Stowarzyszenie Morskie i Gospodarcze im. E. Kwiatkowskiego, zgromadziło przedstawicieli Polonii zachodnioeuropejskiej, północnoamerykańskiej oraz Polaków mieszkających na Wschodzie. Prelegenci w głównych tezach swych wystąpień podnosili niezbędność istnienia państwa narodowego dla zachowania na obczyźnie tożsamości własnej nacji oraz narodowego języka. Według ich opinii posiadanie własnego państwa, a także skuteczna pomoc ze strony organów państwowych, staje się decydującym czynnikiem dla przetrwania żywiołu polskiego i siły kultury polskiej za granicą. Brak tego czynnika jest częstą przyczyną odchodzenia rodaków od tradycji narodowych i od nauczania dzieci języka ojczystego. Żadne bowiem nieojczyste państwo, mimo oficjalnych międzypaństwowych regulacji i deklaracji, nie dba o tradycje nieswoje. Często dzieciom i młodzieży innej narodowości aniżeli kraj pobytu, udostępnia się lepsze warunki bytu przy rezygnacji z własnego narodowego języka i obywatelstwa. W tym kontekście uczestnicy Forum z trwogą stwierdzali, iż aktualne pokolenia Polaków żyjących w kraju “…przestały dbać o własne państwo czy wręcz całkowicie zrezygnowały z odpowiedzialności za nie”. A możliwości naprawy stanu Rzeczypospolitej istnieją. Wskazują na to wcale nie małe gremia, że wymienię raport Polskiego Lobby Przemysłowego im. Eugeniusza Kwiatkowskiego „O stanie Państwa i sposobach jego naprawy. O lepszą Polskę”, a nawet tezę Jana Pawła II: „Nie do przyjęcia jest twierdzenie, iż po upadku komunizmu jedyną alternatywą jest kapitalizm”, tak mocno wyciszoną przez media a podniesioną przez ośmieszaną Samoobronę Andrzeja Leppera…

Przytoczone opinie to głos troski patriotów nad kierunkiem, w jakim podąża Polska. W głosy takie wsłuchiwać powinni się wszyscy po polsku myślący i czujący Polacy. Niepotrzebne są Ojczyźnie swary, a refleksja i dialog. Ojczyzna jest tylko jedna lecz przez nikogo nie jest „dana” na zawsze.W ocenie i zdarzeń, i współtworzących je ludzi nie może być miejsca z jednej strony na nienawistne napiętnowanie inaczej myślących, z drugiej zaś na wymazywanie lub niepamiętanie “niewygodnych” faktów. I jedna, i druga postawa pozbawiona jest i rozumu, i czucia. Naród, który wstydzi się swej historii, który wymazuje i nie chce “niektórych” jej rozdziałów pamiętać – wynaradawia się.

Optymizmem może napawać ranga nadana obchodom 60-tej Rocznicy Powstania Warszawskiego. I mimo, iż w obchodach tych omal wcale nie wspominano udziału formacji Armii Ludowej i jednostek Wojska Polskiego pod dowództwem Generała Zygmunta Berlinga w Powstaniu Warszawskim, to jednak przypomniano społeczeństwu i uświadomiono młodym pokoleniom o nieprzemijającym znaczeniu faktów historycznych ze wszystkich wydarzeń polskiej historii II wojny światowej. Obchody 60-tej Rocznicy Powstania Warszawskiego obudziły uśpioną opinię społeczną i pobudziły wiele polskich środowisk do działań kultywujących tradycje patriotyczne. Według mojej opinii fakt ów stanowił pierwszy – od początku polskiej transformacji ustrojowej – sygnał, że wartość patriotyzmu nie zaginęła. Był bowiem najwyższy czas, aby rocznica ta stała się dla młodych pokoleń Polaków początkiem renesansu i trwałego powrotu na należne miejsce w systemie wartości narodowych pojęcia Świętej Miłości Kochanej Ojczyzny.

Powyższe rozważania skłaniają do sformułowania następujących wniosków :

1. Posiadanie własnego Państwa oraz jego skuteczne funkcjonowanie staje się podstawowym czynnikiem narodowego przetrwania.

2. Stan Państwa Polskiego końca XX wieku dowodzi, iż w działaniach obecnego pokoleniu Polaków, nastąpiło rażąco odczuwalne pomniejszenie odpowiedzialności za własną państwowość, zatrata społecznikowskich postaw “pro publico bono” tudzież wiary w słuszność postaw patriotycznych i propaństwowych.

3. Ewentualne zachowanie istniejącego status quo oraz niepodjęcie działań pokoleń XXI wieku w kierunku określonym wyżej, stwarza sytuację sprzyjającą zagrożeniom bytu Państwa Polskiego.

4. Racjonalna ocena dziejów polskich oraz stanu obecnej pozycji Polski na międzynarodowej arenie, wymaga włączenia do dialogu wszystkich generacji Polaków.

5. Dialog narodowy winien koncentrować serca i umysły Rodaków wokół problemów zachowania silnego Państwa oraz tożsamości narodowej, m.in. poprzez utrwalanie pamięci o historii własnych korzeni.

Otwartym pozostaje pytanie: Czy generacje Polaków XXI i następnych stuleci stać na podjęcie narodowego dialogu i zjednoczenie wokół wyciągniętych konkluzji ? Jeśli dla mojego pokolenia, zrodzonego tuż po zakończeniu II wojny światowej, bliskie i pełne znaczenia były, są i będą przesłania Roty: “Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród” i jeśli pokolenie moje w ciągłości polskiego dialogu pokoleń, zdoła wymowę owego przesłania przekazać swym dzieciom i wnukom, to – jak wieszczył Wincenty Witos – “Polska trwać będzie wiecznie”.

Tadeusz Kowalczyk

Prezes Honorowy Stowarzyszenia Spadkobierców

Polskich Kombatantów II Wojny Światowej,

Przewodniczący Komisji Zagranicznej

Warszawa, 8 –9 maja 2013 roku.


Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej uczciło 68. rocznicę Święta Zwycięstwa nad hitlerowskim faszyzmem uczestnictwem delegacji i pocztu sztandarowego 8 maja br. przed Grobem Nieznanego Żołnierza i 9 maja br. na Mauzoleum Armii Radzieckiej w Warszawie oraz 12 maja br. w Uniejowicach na Dolnym Śląsku.
9 maja br. delegacja i poczet Stowarzyszenia Spadkobierców oddali cześć […]

Previous Entry

Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej uczciło 68. rocznicę Święta Zwycięstwa nad hitlerowskim faszyzmem uczestnictwem delegacji i pocztu sztandarowego 8 maja br. przed Grobem Nieznanego Żołnierza i 9 maja br. na Mauzoleum Armii Radzieckiej w Warszawie oraz 12 maja br. w Uniejowicach na Dolnym Śląsku.
12 maja br. delegacja i poczet sztandarowy Stowarzyszenia Spadkobierców uczestniczyli […]

Next Entry

Najnowsze wpisy
Powiadamiaj mnie o nowościach na stronie
Loading...Loading...


Cookie i warunki korzystania
Nasza strona może korzystać z plików cookie w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Nie zablokowanie obsługi plików cookies jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisanie w pamięci urządzenia. Warunkami przechowywania lub dostępu mechanizmów cookies zarządzasz samodzielnie poprzez ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji zawiera nasza Polityka Prywatności
Translator